1 227 razy czytano

I Półmaraton Rudzki

Przygotowania do tego biegu rozpocząłem tuż po starcie w Rybniku , chęć pobicia czasu z Rybnika wzbudzała we mnie taką sportową złość że gdyby coś interesującego pojawiło się zaraz po Rybniku wystartowałbym. Byłem przekonany że na dzień dzisiejszy półmaraton przebiegnę 1,24,30-1,24,50 ze wszystkich możliwych pomiarów mi to wychodziło i potrzebowałem potwierdzenia na zawodach a wiec Ruda śląska i udowodnienie sobie przede wszystkim że dam rade zrealizować swoje cele. Bieg zaplanowany na 21 a wiec z domu wyjazd po 18 dobrze że tak wcześnie bo w Katowicach gubimy drogę i dokładamy kilometrów / cały śląsk mylisz się niewiele a jesteś już w innym mieście co jasno dają do zrozumienia napisy na murach kto tu jest KING / Dojeżdżamy 1,5 g przed startem odbieramy pakiety i zwiedzam atrakcje miasta. Rynek robi wrażenie i na nim cała biegowa brać bawi się na całego /scena , muzyka ,tańce itp/ wszystko pod bieg – czy w Czechowicach dożyje takich chwil -dobrze że mam syna bo jak nie ja to może On .. Wracamy na start drogą przez Familoki, które  robią wrażenie ). Nasza Kolonia to tylko niewielka dzielnica. W Rudzie to jest eksponowane jak dobro narodowe ..Na start przychodzę mocno spóźniony, trudno wcisnąć się do przodu dlatego dojście do maty z pomiarem czipa zajmuje mi jakieś 15 sek ( potem wychodzi różnica pomiędzy  brutto a netto). Ten czas poświeciłem na włączenie Garmina, który dał jasny sygnał że bateria słaba, więc włączyłem stoper i w głowie miałem całą matematykę / jaki czas po kilometrze i w jakim tempie – nawet ok ale przy 17 km wszystko mi się mieszało. Początek mocny bo z górki  dwa km  biegnę w 3,40 i na 5 km wpadam w granicach 19,30. Biegnę z dwoma innymi biegaczami, krótka wymiana zdań kto na ile biegnie i propozycja lekkiego zwolnienia bo tyle przed nami .. pierwsze kółko 7 km według założeń miałem robić w 28 minut a tu 27,24 to było okrążenie testowe dla wszystkich. badanie trasy gdzie podbiegi – były dwa i gdzie z górki, a gdzie najbardziej wkurzająca agrafka. Biegniesz jakieś 200-300 metrów ostry zakręt na słupku i powrót / jak ja tego nie cierpię/ – a tak było co okrążenie.
10 km robię w 39 minut mocno i docierają myśli jeszcze 11 km więc trzeba poluzować. Towarzystwo się wykrusza, na finiszu na drugiej pętli widzę Marka H -mojego treneiro – myślałem że mam widzenie ..ze zmęczenia ale potem moja Rodzina pomachała to jest Ok.  15 km robię poniżej godziny o czym poinformował mnie młody biegacz który pojawił się u mojego boku , wraz z nim zawitał emerytowany górnik 54 lata. Ciekawy gość, biegł niesamowicie – poza tym ścinał trasę gdzie się tylko dało: po zieleni , przez płotki  itp. Taki dziwny styl. To mnie tak nie męczy jak to że zadaje pytania i sam na nie odpowiada takie zamęczenie przeciwnika. Dowiaduje się o jego synu, który gdzieś biegnie za nami o rodzinie co kibicuje itd uciszyłem go na chwile dając żel – których miałem w zapasie. Biegniemy razem tak ze trzy km, końcówka to oszczędzanie sił przed finiszem. Wiedziałem że dam z siebie wszystko, na metę wpadam po mocnym finiszu jak na te km za sobą. Czas wyświetlony to 1,24,44 a netto 1,24,30. Życiówki nie poprawiłem ale cenne wskazówki odebrałem. Na mecie okazało się że Marek z Narzeczoną to nie widzenie ale real, że synowi zgasili światło na placu zabaw o 22 i sobie mamusie radźcie, że przede mną był tu emerytowany górnik -gawędziarz i dziewczyna, którą od 5 km starałem się dogonić, dogoniłem ją dopiero  jak odbieraliśmy wodę długo po skończonym biegu.
Trasa dobrze oświetlona, biegnie przez ciekawe miejsca – choć wymagająca ale warto chociaż raz ją przebiec.

Marcin Grzywacz
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *