1 197 razy czytano

Suma wszystkich strachów…
Maraton Dębno Roberta

Na wstępnie przepraszam za malkontenctwo, ale sami posłuchajcie…  O Maratonie Dębno jedyne co wiedziałem to, że jest to stolica polskiego maratonu i jest to najstarszy maraton rozgrywany na terenie naszego kraju. Musiałem się mu jednak bliżej przyjrzeć ze względu na koronę maratonów polskich i fakt, że trzeba go zaliczyć.

Pierwsze zaskoczenie to limit miejsc i fakt, że zapisy kończą się w okolicach 10 dnia od rozpoczęcia zapisów. Pierwsza przeszkoda pokonana, limit 2300 miejsc rozszedł się 9 stycznia, a ja zapisałem się w pierwszy dzień zapisów 1 stycznia. Ubiegły rok był u mnie mocno obfitujący w biegi, którego ukoronowaniem był w listopadzie 130km bieg do Częstochowy. Po tym wydarzeniu postanowiłem słusznie odpocząć, co spowodowało, że do końca ubiegłego roku nie za wiele miałem okazji pobiegać – zaledwie kilkadziesiąt km w grudniu.

Strach nr 1 – wybiegane kilometry
Każdy wie, że do maratonu istotny jest kilometraż i chcąc nie chcąc trzeba mieć troszeczkę nabiegane w nogach w okresie poprzedzającym maraton. Ja postanowiłem się wybiegać od stycznia do końca marca. Nie wyszło to najlepiej, z powodu obowiązków zawodowych w styczniu biegałem 2 razy w tygodniu co dało całe 100km, luty to pauza z powodu choroby i nabiegane 35km, a marzec to co prawda 135km ale połowa tego dystansu zrobiona na Ekstremalnej Drodze Krzyżowej za 1 razem. Jeżeli chodzi o kilometry i regularność biegania to – klęska.

Strach nr 2 – kontuzje
Nie wiedzieć czemu zawsze w przygotowaniach do wiosennego maratonu towarzyszą mi jakieś drobne kontuzje, jak nie uraz pasma biodrowo piszczelowego 2 lata temu to podciągnięcie ścięgna achillesa w zeszłym roku. W obu powyższych przypadkach pomogła terapia u fizjoterapeuty. Również i w tym roku nie mogło być inaczej, w marcu przyplątały się jakieś bóle w kolanie i stawie skokowym. Na szczęście z racji małego kilometrażu nie przerodziło się to w coś cięższego, a częste masaże i maści zrobiły swoje. Uraz w psychice jednak został.

Strach nr 3 – nieodpowiedne odżywianie
Niestety w tygodniu poprzedzającym maraton byłem poza domem dzięki czemu jedyne co mogłem jeść, to hotelowe żarcie, które jest może i bardzo dobre ale ”wchodzi” do przesady dzięki czemu byłem dokładnie obżarty. Szczytem nieroztropności było na wieczór przed startem zjedzenie ogromnego loda i popicie piwem. Efekt świetny – polecam, na szczęście start maratonu był dopiero o 11…

Strach nr 4 – brak wypoczynku
Maraton był w niedzielę, wróciłem do domu w piątek około 22 po 6 godzinnej jeździe autem po to aby w sobotę o 9 wsiąść do kolejnego auta i jechać kolejne 8 godzin. Nie będę się rozpisywał o braku snu, ale jego  także nie było zbyt wiele.

Strach nr 5 – wysoka temperatura
Cały początek roku był w większości zimny, biegało się w temperaturach między 0 a 7 stopni. W dzień maratonu przełamanie pogody i wymarzona pogoda… czyli mało chmur i 23 stopnie w pełnym słońcu.

Maratron…
Przechodząc jednak do sedna. Organizacyjnie pierwsza klasa wszystko sprawnie i tak jak powinno być. Jedyne na co mógłbym narzekać to brak stoisk dzięki czemu np. żele energetyczne, które w u nas kupujemy po 5 zł tam były do kupienia po 10 zł na jednym stoisku jakie było w biurze zawodów. Pakiet startowy nie ma co narzekać, nawet były rozdawane po dwa piwa lokalnych browarów.  Widać, że cała miejscowość i okolice żyje maratonem i można było odczuć bardzo miłą atmosferę. Limit miejsc też robi swoje i cała impreza jest dość kameralna jak na tego typu wydarzenie.

Start jest dość późno bo dopiero o 11:00, na bieg przyjechaliśmy w 6 osób każdy z innymi celami: Marcin – poprawienie życiówki i najlepiej złamanie 3 godzin, Mirek – okolice 3:15, Darek – bez spiny, ale najlepiej złamanie 4 godzin, Adam i Łukasz – zaliczenie maratonu, ja chciałem go przebiec najlepiej w 4:30. Takie założenie z powodu limitu czasu, który jest jednym z mniejszych i wynosi 5 godzin, chciałem mieć w zapasie 30 min na nieprzewidziane wypadki. Ze względu na wszystkie strachy postanowiłem odpuścić głowie i wyłączyłem głos w endomondo. Po raz pierwszy nie biegłem na tempo, nie biegłem z zającem – biegłem na samopoczucie aby było komfortowo.

Trasa faktycznie szybka ale obejmowała 4 pętle, ja osobiście tego nie znoszę wolę biec i nie wiedzieć co mnie czeka. Jak to bywa do połówki szło super nawet się hamowałem przez co miałem wrażenie, że każdy mnie wyprzedza. Maraton zaczyna się po 30 i tak faktycznie było, głowa swoje, nogi swoje, serce swoje. Oprócz tego ostatniego wszystko chciało abym przeszedł w marsz. Prosty długi odcinek na drodze do Dębna to było zabójstwo, nagrzany asfalt i słońce w plecy dziesiątkowały uczestników. Bardzo duża ilość osób wymiękła i w okolicach 30km przechodziła w marsz. Mnie się udało utrzymać trucht ale to wszystko dzięki spokojnemu początkowi. Na 40km dogonił mnie zając na 4:30, gość był świetny dał mi takiego kopa motywacyjnego, że do mety dokulałem się na 4:28. Finisz był jak marzenie, dużo ludzi, wspaniały doping – nogi same niosły w tempie 5:20/km.

Mimo, iż życiówkę mam jak na razie o ponad 20min lepszą to jednak biorę to za sukces. Dlatego, że nie spotkałem się, ze ścianą, nie dopadły mnie skurcze i mimo wszystkich przeciwności udało się to zrobić. Kolejny maraton do korony zaliczony.

Cały maraton bardzo mi się podobał. Dębno ma swój specyficzny klimat. Najwspanialszy dla mnie był doping małych dzieci. To dawało kopa, a dzieciaki niestrudzenie przybijały piątki każdemu biegaczowi. Ludzie na ogół bardzo przychylni, wszyscy żyli tym wydarzeniem zarówno w Dębnie jak i w okolicznych mieścinach. Wyjazd był także udany ze względu na towarzystwo. To był naprawdę dobry weekend w towarzystwie świetnych ludzi – bardzo Wam dziękuję za całą wyprawę i to co robiliście!

20160403_debno_robert_gawlak01

2 myśli nt. „Suma wszystkich strachów…
Maraton Dębno Roberta

  1. Z tego co piszesz wynika, że nie trzeba biegać żeby przebiec maraton a jedynie mieć dobry doping i pozbyć się strachu
    😉
    Gratuluję trzeciego „diamentu ” do korony.

  2. Po prostu pobiegłem na dobrze przerobionym zeszłym roku 🙂 dziękuję i Tobie również gratuluję kolejnego maratonu do korony 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *