1 753 razy czytano

14. Cracovia Maraton okiem amatora

Początkiem ubiegłego roku zgodnie z myślą „nowy rok nowe możliwości” ubzdurałem sobie start w maratonie. Odważnie założyłem, że 4 miesiące przygotowań po zimowej przerwie to wystarczająco długi czas. Swoją „odwagę” przepłaciłem w czasie przygotowań urazem zabawnie zwanym „kontuzją początkującego maratończyka” czyli uraz pasma biodrowo piszczelowego. Mimo, że na miesiąc wyjęło mnie to z poważnych treningów, to podszedłem do maratonu bez kompleksów co zakończyło się w efekcie ścianą na 34km i czasem 4 godziny 47 minut.

Dlatego w tym roku postanowiłem wyrównać rachunki i pokazać, że stać mnie na coś więcej. W okresie przygotowań niestety znowu przyplątała się kontuzja, tym razem staw skokowy, przez co cały luty zakończył się ogólnym pauzowaniem a w głowie pojawiła się myśl o tym, że… historia lubi się powtarzać. Na szczęście tym razem miałem motywator w postaci RyTMu i bliskiego kompana biegowego – Darka.

Rano wyjazd do Krakowa, pseudo rozgrzewka i rozciąganie. Temperatura na poziomie 7 stopni wraz z zimnym wiatrem, a z drugiej strony piękne słońce, budziły we mnie spore wątpliwości co do ubioru. Ostatecznie postawiłem na wersję lekką i letnią co było dobrym wyborem. Założony cel to 4:15 na mecie. Razem ze mną i Darkiem na starcie i potem przez dłuższą część biegu były obecne dwie BestWinnerki czyli Agnieszka ze swoja mamą z Bestwiny. Pierwsze kilometry to trzymanie się za balonikiem i powstrzymywanie swoich ambicji. W głowie kołaczące myśli „stać cię na więcej, przyspiesz…”. Od 15 km czułem, że biegnę na miarę swoich możliwości, co jednak nie powstrzymało mnie, aby od 28km zaatakować i spróbować swoich sił na lepszy czas. Niespodziewanie na 30km zaczepił mnie maratończyk z Czechowic (jeszcze nie z RyTMu), chyba obu nas ucieszyło spotkanie swojego krajana i dodało trochę sił.

Fakt, że odczuwałem umiarkowane zmęczenie skłonił mnie chwilę później do próby ataku na 4:10 i przyspieszeniem tempa na 5min 45sek/km. Radość nie trwała jednak zbyt długo, bo już po kilku kilometrach a dokładnie na 37km wiedziałem, że to był błąd. Zaświtało widmo ściany, skurczów i kłopotów żołądkowych. Na szczęście po obniżeniu tempa i głębokich oddechach spełniły się tylko skurcze. Były one jednak na tyle słabe, że nie uniemożliwiały truchtu. Tempo spadło do 6min 40sek/km i rozpoczęła się walka o przetrwanie. Generalnie w głowie zostały mi dwie rzeczy, opis Przemka z maratonu w Dębnie gdzie się nie poddał i… słowa z Księgi Izajasza „Lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą” i właśnie tego się kurczowo uczepiłem :). Co prawda demotywujący był zielony balonik z napisem „4:15” który mnie minął przed 40km i znikający w oddali Darek z BestWinnerkami, ale do głowy wpadła mi „genialna” myśl.

Jako, że świeżo mijałem biegaczy, ze skurczami w punkcie medycznym i wydawało mi się, że im schładzają nogi to na 40km postanowiłem je obficie polać zimną wodą, co w połączeniu z lodowatym wiatrem spowodowało…. tyle, że miałem wrażenie, iż te zdrowe mięśnie się zaraz pospinają, a te spięte bolały jeszcze bardziej. Na szczęście do mety już było blisko i finisz mogłem zakończyć z czasem 4 godziny 15 minut 21 sek.

Na koniec garść przemyśleń. Dużo ludzi biega szybciej i mój czas nie jest rewelacyjny w porównaniu z nimi, ale i tak jestem z niego ogromnie zadowolony. Maraton w Krakowie jest bardzo dobrze zorganizowany – polecam. Jak będziecie biegli z peacemakerami na czas powyżej 4 godz. bierzcie pod uwagę, że mogą oni biec o kilka sekund szybciej niż tempo wynikające na dany czas. Nie ma co kombinować podczas biegu, to się chyba zawsze źle kończy. Każde schody dzień po maratonie to wróg. Grupa RyTMu to duże wsparcie i motywacja – dziękuję Wam!

A jak już dziękuję to wybaczcie, ale na koniec jeszcze trzy podziękowania:

  • dla żony, że ogarniała w domu trójkę dzieciaków, w tym najmłodszą miesięczną córę, a mnie pozwoliła bezkarnie biegać przez ostatnie kilka miesięcy;
  • dla Darka za wspólny bieg i przygotowania;
  • dla Boga za wysłuchanie modlitwy o to abym dobiegł w czasie 4:15 do mety 🙂

Robert Gawlak

madale krakow rob i darek maraton rob koniec

2 myśli nt. „14. Cracovia Maraton okiem amatora

  1. Moj Drogi! podziekowania dla Boga na pierwszym miejscu, że ja też mialam siły by tą czeladkę ogarniac 🙂 Jesteś naszym bohaterem! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *